niedziela, 21 lipca 2013

Bez wytchnienia


Nie mam złudzeń - w ziemi po której stąpamy drzemie aktywny wulkan. Wybuchający w sobie tylko znanym rytmie lawiną  daremnych słów. Odczytuję z nich rychłą zagładę człowieka myślącego, rozumiejącego i czującego. W, co zmutuje człowiek – w mechaniczne zwierzę? W słup – elektryczny? Oklejony na podobieństwo ulotek fragmentami tekstów, zdjęciami, cytatami, informacjami, nie mających ze sobą wiele wspólnego? - jak stwierdził kiedyś mój przyjaciel. Wyobraźnia wciąż podsuwa mi przerażające wizje.

Tymczasem trwa huczny karnawał, roziskrzony blaskiem konsumpcyjnych świecidełek. Groteskowo wygładzający również i kryzysowe zmarszczki. Nerwowy korowód w kompulsywnym tempie misternie skrojonych kreacji i masek, zwiększa je proporcjonalnie do kompensacyjnych postaw, urojonych podejrzeń i uprzedzeń.

W dramacie Łaknąć (1998r.) w którym akcję tworzą słowa, układające się w pozorny dialog pomiędzy anonimowymi podmiotami: A, B, C, M , Sarah Kane odnosząc się do Fragmentów dyskursu miłosnego R. Barthes’a przedstawiła przerażający rozpad relacji międzyludzkich, jak i osobowości, gdy przyjąć sztukę jako theatrum mentis, rozbitego umysłu. Mimo że podmioty łączy: brak, tęsknota, emocjonalny głód, pożądanie, sprzeczne myśli, obawy, lęki i nadzieje, ale przede wszystkim pragnienia, nie potrafią się porozumieć. Podmioty są wciąż zagłuszane, blokowane nawarstwiającymi się, kolejnymi komunikatami. Brutalność i tragizm zostały skonstruowane w ekshibicjonistycznej praktyce językowej (zabawie i walką z nim). Kane starała się dowieść, że język oparty jest na braku [1]. Ostateczne wypowiedzenie się jest niemożliwe. Język zatrzymuje to, co jednostkowe, uniemożliwiając wyrażenie tego, co jest indywidualnym doświadczeniem. Zatem powracamy do prostych form wyrazu, którymi łatwo zmanipulować lecz z pewnością nie porozumieć. Stąd narastające poczucie osamotnienia, wynikające z niejasności, nadinterpretacji, projekcji. Dlatego w najsłynniejszym fragmencie Łaknąć – miłosnym monologu, podmiot A wymienia, jakby w desperacji, bez tchu: i chcę…i odczuwać…i opowiadać…i wiedzieć…i dawać…i oglądać… [2] Addytywność, pozorna infantylność, niegramatyczność monologu były świadomym zabiegiem mającym utrudnić wypowiedzenie tekstu na scenie. Zbliżyć sztukę do rzeczywistego aktu emocjonalnego obnażenia się, kiedy jesteśmy zdradzani przez nasze ciała. Nerwowe gesty, spuszczenie wzroku, złamanie, ściszenie lub podniesienie głosu, przejęzyczenie, jąkanie, albo szybkość wypowiadanych słów niejednokrotnie mówią o nas najwięcej. I to m.in. tego rodzaju „niekomfortowych” sytuacji unikamy poprzez wirtualne relacje. Ukrywając się w cyberprzestrzeni, porozumiewając jednosłownymi przenośniami, by nie obciążyć pamięci, by nie stracić czasu, którego wciąż „nie mamy”, by nie myśleć, możemy zapanować nad tym, co piszemy i kreować się absolutnie na każdego w miarę naszych możliwości, ale tylko pozornie. Struktury, rządzące językiem i całą kulturą, okazują się być zbudowanymi na pustym znaczącym [3], na kłamstwie. Bezkompromisowa, zbuntowana i ekshibicjonistyczna Sarah Kane, swoją sztuką starała przedostać się do najdotkliwszych tkanek rzeczywistości, naruszyć je w możliwie najbrutalniejszy sposób, tak aby wstrząsnąć odbiorcą, uwrażliwić go, czyli uodpornić na kłamstwo. Podobnie, jak niegdyś Antoinin Artaud wierzyła, że okrucieństwo teatru czy w ogóle sztuki jest jedyną drogą uleczenia chorej kultury z apatii i agonii - co oczywiście nie mogło się udać.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Ponieważ mam wrażenie, że zatracamy się w pozorach, paradoksie wzajemnej nieufności, egoizmie i upublicznianiu prywatnego mięcha i kości gdzie tylko się da. Wyobcowujemy się od siebie, włażąc pod skórę innym. Bez cienia samokrytyki, paskudzimy sobie życie. Czyhając ze swoją bezczelną powierzchownością, zniewoleni przez ciężar sprzecznych masek, jakie musimy na siebie zakładać, domagamy się szczerości, prawdy, autentyczności – szczerość? Ale której z moich dusz? Pytała Anais Nin..

I ja tego nie wiem, ale nasłuchuję podskórnych drgań i wstrząsów, bo wiem, że są moje. Prywatność moich uczuć, intensywność przeżyć, dają mi wolność. Wolę schodzić do piekła w mojej wyobraźni niż umierać bez wytchnienia ze wszystkimi w cyber-hibernacji, w bezmyślnym korowodzie frustracji, przymuszona do bycia za wszelką cenę kimś interesującym i wszystkowiedzącym. Z uśmiechem przyjmuję kolejny gwałtowny wybuch świata.


Przypisy:
1)  M. Malinowska, Próba analizy dramatu Łaknąć z perspektywy psychoanalizy lacanowskiej.
2) S. Kane, Łaknąc, tłum. I. Libucha, [w:] Dialog 2000, nr 1, s. 187.
3)  M. Malinowska, op. cit.

2 komentarze:

  1. Twoje pisanie daje wytchnienie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam :)
    Zapraszam do siebie w celu porady :) założyłam bloga ale nie wiem czy jest sens go dalej prowadzić- wejdz i przeczytaj wpis a dowiesz sie o co mi chodzi :) To nie spam a wiadomość informacyjna osobno pisana do wielu osób :) Czekam na Twoje za lub przeciw- wiec daj poznac własną i szczera opinie na ten temat.

    OdpowiedzUsuń